Pływająca forteca

Londyn, 10 Downing Street, luty 1943 roku.
Cygaro tliło się w popielniczce już od 20 minut, a jego właściciel nawet na nie nie spojrzał. Siedział za biurkiem i z uwagą przeglądał arkusze papieru z rysunkami technicznymi. Przed biurkiem stał mężczyzna w mundurze admirała. Na ramieniu miał niebiesko-czerwoną naszywkę z wizerunkiem orła, kotwicy i pistoletu maszynowego, która symbolizowała współpracę między Królewskimi Siłami Powietrznymi, Marynarką Wojenną i Armią.
– Naprawdę uważa pan ten projekt za możliwy do zrealizowania? – spytał właściciel cygara, premier Winston Churchill.
– Tak, panie premierze. Ten okręt zapewniłby ochronę lotniczą naszym konwojom do Stanów i umożliwił szybszy transport amerykańskich bombowców do nas – odparł lord Louis Mountbatten, szef Operacji Połączonych.
– Zdaje Pan sobie sprawę z tego, że do zbudowania tego potwora potrzeba by tyle stali, co na kilkanaście pancerników?
– Tak. Dlatego ten okręt nie będzie zbudowany ze stali.
– A z czego? Z papieru? – prychnął Churchill.
– Z lodu, panie premierze.
– Słucham? – Buldog spojrzał na swojego protegowanego jak na istotę z innej planety.
– Z lodu, panie premierze – powtórzył jak echo lord Mountbatten.

Czytaj dalej